W lutym trzy razy stanęła na podium zwycięzców. Została laureatką Nagrody Polskiej Muzyki - Złote Dzioby, w kategorii Odkrycie Roku, a w złoto udało jej się też przemienić dwie nominacje do nagrody Viva Comet telewizji muzycznej Viva Polska. O kim mowa? O Ewie Farnej, młodej gwieździe piosenki z Wędryni, która w czerwcu zaśpiewa w Cieszynie.
Ochłonęłaś już trochę po tej serii sukcesów?
- Jeszcze nie, muszę chyba poczekać, żeby uświadomić sobie nie tylko te ostatnie sukcesy, ale też, na przykład, to, że w ubiegłym roku zdobyłam nagrody na festiwalach w Opolu czy Sopocie. Nagrody stoją na półce w moim pokoju, ale to, że są rzeczywiście moje, jakoś jeszcze do mnie nie dociera. Może za rok dotrze?
Kiedy rozmawialiśmy w grudniu, mówiłaś, że masz problemy z głosem. Teraz jest już lepiej?
- Tak, udało mi się wyleczyć głos. Przez jakiś czas miałam mniej koncertów, chodziłam normalnie do szkoły i udało mi się głosik trochę odświeżyć. Mam nadzieję, że teraz już wszystko będzie w porządku.
To dobrze, bo mówiłaś, że nagrywasz trzecią polską płytę. To będzie powtórka czeskiej czy też możemy się spodziewać jakiejś niespodzianki?
- Jeśli nam się uda, trzecia polska płyta będzie się poniekąd różnić od trzeciej czeskiej płyty "Virtuální". Część piosenek mają dla mnie napisać polscy autorzy. Nie chcę na razie zdradzać ich nazwisk, żeby nie zapeszyć. Niech będzie to niespodzianka. Ale cieszę się na te polskie piosenki, które będę mogła później śpiewać nie tylko na koncertach w Polsce, ale też w Czechach.
Kiedy płyta pojawi się w sklepach?
- Wszystko wskazuje na to, że pod koniec kwietnia. Mam nadzieję, że zdążymy...
Ostatnio czytaliśmy w prasie twoje wypowiedzi nie tylko na temat muzyki. W magazynie dziennika "MF Dnes" wypowiadałaś się też na tematy dotyczące dwujęzycznego nazewnictwa, Polaków mieszkających na Zaolziu...
- Cieszę się, że autor, przytaczając moje odpowiedzi, niczego nie przekręcił, napisał wszystko tak, jak powiedziałam. Uważam, że autor artykułu, Tomáš Poláček, doskonale zrozumiał, o co nam, Polakom na Zaolziu, chodzi i napisał tekst bardzo obiektywny. Powiedziałam, to co czuję. Bo jako Polce nie podoba mi się to, że są tutaj niszczone polskie napisy. Nie wiem, czy ten artykuł może coś zmienić, ale na pewno był on bardzo potrzebny. Uważam, że dotrze do wszystkich normalnie myślących ludzi, ale chyba nie do wandali...
Zawsze przyznajesz się, że jesteś Polką z Zaolzia. Dlatego bywasz nazywana czasami ambasadorem Zaolzia w Czechach i w Polsce. Jak się czujesz w tej roli?
- Na pewno nie jestem żadną tam ambasadorką. Nie chcę zastępować ludzi, którzy takimi ambasadorami lub rzecznikami Zaolzia być powinni. Po prostu nie ukrywam nigdzie, że jestem Polką z Zaolzia. Tak byłam wychowana. I miałam to szczęście, że często rozmawiam z mądrymi redaktorami w Polsce czy w Czechach, którzy wysłuchują moich poglądów. Dzięki temu moi fani mogą się czegoś dowiedzieć o Zaolziu, bo poza naszym regionem raczej nikt o nas, o naszych problemach nie wie. A co ciekawe, dzięki tym moim wypowiedziom, które pojawiają się też na moich stronach na portalu Facebook po polsku, moi czescy fani zaczęli uczyć się języka polskiego. I na odwrót... Uważam, że to bardzo fajnie. Dzięki temu łatwiej mogą nawiązywać między sobą kontakty moje fankluby z Polski i Czech. A wiem, że tak się dzieje.
A czy w związku z tym, że w Facebooku piszesz zarówno po polsku, jak i po czesku, nie docierają do ciebie też jakieś złośliwe listy?
- Oczywiście, że takie e-maile otrzymuję. Ludzie piszą, żebym wracała z powrotem do Polski, wyzywają mnie w niewybredny sposób. Chodzi jednak zazwyczaj o anonimy, a te, jak wiadomo, wrzuca się do kosza. Ich autorami są ludzie podobnego pokroju, co ci, którzy zamalowują polskie napisy w wielu naszych gminach. Wiem zresztą, że także moi koledzy, którzy w Facebooku piszą po polsku lub gwarą, też spotkali się już z podobnymi reakcjami ze strony Czechów. Ale to nie narodowość odgrywa tu najważniejszą rolę. W każdym narodzie możemy natknąć się na prymitywów. Ale to dla mnie za trudny temat. W każdym razie zawsze mówię, że jestem Polką i jestem dumna z tego. Jestem też człowiekiem aktywnym. Uważam, że człowiek powinien nie tylko siedzieć i narzekać, że wszystko jest złe. Staram się więc mówić w gazetach także o naszych problemach, by ludzie dowiedzieli, że na Zaolziu mieszkają Polacy. I że są autochtonami, że znikąd się nad Olzę nie przyprowadzili...
Powróćmy do przyjemniejszych spraw. Kiedy obejrzymy cię na koncercie?
- Najwcześniej zaśpiewam nad Olzą w czerwcu - w Cieszynie, podczas Święta Trzech Braci. Będziemy mieli z kapelą jednogodzinny koncert.
alisek69.blog.cz